Google ulega. Możemy złożyć konkluzja o «wymazanie z internetu»  Informacje

Temat: Internet

  • Kolejny bank ostrzega klientów. "Złośliwe oprogramowanie"
  • Globalny ranking szybkości internetu. Polska zaliczyła awans, ale do podium dysponujemy daleko
  • Koniec piractwa, lub cenzura w internecie? Emocje wokół propozycji reformy upoważnienia autorskiego
  • Google zainwestuje pół miliarda dolarów w konkurenta Alibaby
  • Kradzież na RODO. Uwaga na nowy środek naciągaczy

Google uruchomił stronę internetową, na której europejscy użytkownicy wyszukiwarki mogą zażądać, aby linki do wiadomości o nich zniknęły wraz z sieci. To pierwszy krok do zrealizowania orzeczenia Trybunału Unii Europejskiej, który orzekł, że amerykański gigant ma obowiązek dać internautom "prawo do bycia zapomnianym".

13 maja Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że Google ma obowiązek usuwać z serpów linki dotyczące danych osobowych ludzi prywatnych, jeśli zechce tegoż sam zainteresowany, an informacje go dotyczące są "nieistotne lub nieaktualne". Jeśli Yahoo nie uzna jakiejś prośby o usunięcie linku, stanie się mógł być zaskarżony wcześniej do krajowego nadzorcy gwarancji danych, a potem do odwiedzenia sądu.

"Prawo do odwiedzenia bycia zapomnianym". Duży kłopot dla Google, większy gwoli innych operatorów sieci

Orzeczenie zostało odebrane jak poparcie dla tzw. upoważnienia do bycia zapomnianym (right to be forgotten), innymi słowy prawa konkretnych osób w celu wymazania z obiegu publicznego dotyczących ich informacji.

Można zgłaszać

Amerykański gigant uległ Trybunałowi i uruchomił specjalną stronę internetową, ze wsparciem której użytkownik Google'a ma możliwość zażądać, aby z internecie zniknęły prowadzące do informacjo o nim linki. To pierwszy krok do owego, aby wyrok europejskiego trybunału był zrealizowany.

Pozycja rynkowa Google'a jest niepodważana. Z wyszukiwarki korzysta ponad 90 proc. internautów przy Europie. Nic więc niesamowitego, że amerykańska firma przygotowała stronę, gdzie użytkownicy Google'a mogą zgłaszać swoje prośby do usunięcia informacji o nich znajdujących się w sieci. Co ciekawe Google nie zaakceptować podaje kiedy linki pozostaną usunięte, ale zaznacza, hdy zrobi to "tak prędko, jak to możliwe".

"Realizując postanowienie Trybunału pozostaniemy oceniać każdy wniosek i próbować zrównoważyć prawo jednostki służące do prywatności oraz prawa mieszkańcówrezydentów do informacji" - tłumaczy Google na podstronie, gdzie możemy uzyskać pomoc.

Jak to zrobić?

W oświadczeniu Google'an odczytujemy również, że każdy morał będzie oceniany także pod kątem tego, czy po konkretnym linku znajdują się nieaktualne informacje, a także, czy istnieje interes publiczny, aby jednak tych pierwotnego nie usuwać. "Przy weryfikacji będziemy sprawdzać, czy rezultaty wyszukiwania zawierają m. in. nieaktualne informacje o użytkowniku, czy istnieje interes społeczny, aby je zachować, bowiem np. mówią o oszustwach finansowych, nadużyciach oraz wyrokach" - tłumaczy Google.

Użytkownicy Google'a w formularzu mogą wpisać konkretny link wyszukiwania, który ich daniem ma być usunięty, a także wyjaśnić dlaczego zawarte w nim informacje będą np. "nieaktualne, bez znaczenia lub nieodpowiednie". Aby złożyć wniosek należy dołączyć do odwiedzenia prośby cyfrową kopię np. prawa jazdy, bądź dowodu osobistego, a następnie wybrać kraj, z którego pochodzimy.

Źródło: Google Użytkownicy Google w formularzu mogą wpisać konkretny odnośnik wyszukiwania, który ich daniem ma być usunięty, natomiast także wyjaśnić dlaczego zawarte w nim informacje istnieją np. "nieaktualne"

Długi proces

Wprawdzie koncern Mountain View nie podał, jak wiele dotąd otrzymał próśb na temat "wymazanie z sieci wybranych informacji", ale zachodnie media podają, że Google jest zalewane kolejnymi wnioskami. Nic więc dziwnego, że część ekspertów wskazuje, że orzeczenie Trybunału może okazać się trudne do wdrożenia i bardzo czasochłonne.

- Co mają zrobić, jeżeli dostaną bardzo dużo morałów (o usunięcie pewnych rezultatów z listy wyszukiwania)? Skonstruować cały przemysł do przedzierania się przez papiery? - zauważa cytowany przez BBC Mark Dautlich.