Drony i cyberataki - wypadku dla lotnictwa. Patrick Ky, EASA

Drony i cyberataki wówczas nowy rodzaj niebezpieczeństwa dla latających samolotami [WYWIAD]

- Informacja wydaje się kluczem do bezpieczeństwa - mówi Patrick Ky, dyrektor wykonawczy Europejskiej Agencji Ochrony Lotniczego EASA. To ona opracowuje m. in. regulace i standardy obowiązujące spedytorów i producentów samolotów z krajów UE. Podczas 100 lat rozwoju lotnictwa sporo regulacji i usprawnień istnieje w wyniku badania katastrof i wypadków lotniczych. Lekcję wyciągnięto m. in. z katastrof malezyjskich samolotów MH17 i MH370.

W rozmowie z Business Insider Polska Ky podkreśla, hdy względem nowych wyzwań, tego rodzaju jak drony i cyberataki, nie można czekać, aż dojdzie do poważnego w skutkach zdarzenia. Dzieli się też swoją wizją przyszłości podróżowania samolotami.

Marcin Walków, Business Insider Polska: Jak dużym zagrożeniem na rzecz bezpieczeństwa lotnictwa są cyberataki i drony?

Patrick Ky, EASA: Do cyberataków dochodzi na całym świecie, lecz dotychczas żaden z nich nie posiadał większego wpływu w sektor lotniczy. Pod tymże względem jest stosunkowo pewnie.

Widzimy jednak postępujący trend cyfryzacji w lotnictwie, zakładający coraz większe "connectivity", czyli dostępność usług zbyt pomocą smartfonów, internetu. To oznacza, że ryzyko cyberataku również w naszym sektorze urośnie.

Z kolei drony są istotnym zagadnieniem wraz z perspektywy cyberbezpieczeństwa, bo będą rozwiązaniami cyfrowymi.

Drony stają się dla pilotów samolotów równie niebezpieczne jakim sposobem ptaki ze względu dzięki ryzyko kolizji.

To prawda. 90 procent obecnie użytkowanych dronów to małe i lekkie urządzenia. Skutek wypadku takiego drona z samolotem jest porównywalny do wypadku z ptakiem. Istotna wydaje się być jednak skala związana wraz z rosnącą popularnością - musimy być pewni, że naokoło lotnisk nie zaczną latać dziesiątki dronów bez nawet najmniejszej kontroli.

Podobnie powinniśmy być pewni, że większe i cięższe drony nie zaakceptować znajdą się na torze kolizyjnym z samolotem.

Pamiętajmy, że liczba użyć dronów rośnie. Niektóre spółki testują już dostarczanie zbyt ich pomocą przesyłek czy towarów na terytorium miast. Wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby system zarządzający ich ruchem stał się celem skutecznego ataku hakerskiego... Musimy o tym myśleć już teraz, gdy ta branża dopiero się rozwija.

Foto: Jacek Bednarczyk / PAP Patrick Ky, dyrektor wykonawczy Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego EASA

Lotnictwo znane jest z tegoż, że uczy się dzięki błędach i katastrofach. Niektóre osoby mówią, że musi osiągnąć cel do poważnego wypadku spośród dronem.

Zmieniamy podejście i stawiamy na proaktywność, operowania mające zapobiegać, a nie zaakceptować wyłącznie reagować. Lotnictwo już teraz jest bardzo pewne - liczba katastrof, incydentów znacząco spadła. I kompletne szczęście!

Z drugiej strony to oznacza, że nie możemy opierać regulacji w dziedzinie bezpieczeństwa głównie na wyciąganiu wniosków wraz z tego typu zdarzeń. Na ziemi dochodzi do wielu mniej poważnych zdarzeń, incydentów. Pojedyncze nie skutkują katastrofą, ale namnażane stwarzają większe zagrożenie.

To samo podejście musimy zastosować w dziedzinie cyberbezpieczeństwa - proaktywność i przewidywanie. Nie możemy pozwalać sobie na czekanie dzięki poważny problem, by zapoczątkować się nad nim głowić.

Jeśli któryś z producentów - Boeing albo Airbus - stworzy po pełni cyfrowy statek powietrzny, e-samolot, musimy być zdecydowani z odpowiednimi regulacjami.

Wierzy pan w autonomiczne samoloty? Jaka będzie czas przyszły latania za 20 lat?

Wbrew pozorom, 20 lat to stosunkowo krótka perspektywa. Różnica między samolotami spośród 2017 i 1997 roku kalendarzowego nie jest aż naprawdę znacząca. Owszem, nastąpił rozwój technologiczny, wzrosła efektywność, ale założenia są te same.

Spodziewam się, że trendem będzie wzrost automatyzacji, ale nie sądzę, aby w ciągu 20 lat pojawił się pierwszy autonomiczny samolot odrzutowy pasażerski. To, co wydaje się możliwe, to autonomiczne środki transportu służące do przemieszczania się na mniejsze odstępie.

Latające taksówki?

Tak, będzie coraz więcej dronów, coraz większych i w wyższym stopniu zaawansowanych. Przewożących zarówno przedmioty, jak i ludzi. Wówczas może być największa zmiana.

A lotniska? Jakie zmiany zajdą na gleby.

Nie widzę znaczącej rewolucji w powietrzu, ale na ziemi już tak. Myślę, że zarówno lotniska, jak na przykład i kontrola ruchu lotniczego, staną się bardziej zautomatyzowane. Rozwiązania biometryczne mamy już w swoich smartfonach a mianowicie choć o ograniczonych zastosowaniach. Telefony potrafią rozpoznawać twarze, to dopiero początek.

Zastosowanie takich technologii na większą skalę na lotnisku przełoży się na upłynnienie ruchu, usprawni kontrolę bezpieczeństwa. Musimy być pewni, hdy pasażer nie podróżuje z fałszywym paszportem.

W dziedzinie kontroli ruchu lotniczego myślę, że rozwinie się zautomatyzowana łączność cyfrowa między systemami a statkami powietrznymi.

Nie sposób nie zaakceptować nawiązać do zaginięcia samolotu MH370. Jakie wnioski EASA wyciągnęła z tego zdarzenia, a także katastrofy MH17 na Ukrainie?

MH370 wówczas bardzo trudna sprawa, bo dopóki nie będziemy mieć dostępu do wraku samolotu, nie poznamy prawdziwych przyczyn katastrofy. To zaś oznacza, że nie będziemy mogli wyciągnąć właściwych wniosków. Działamy jednak nad rozwiązaniami umożliwiającymi globalne śledzenie samolotów. Nowe regulacje EASA zawierają ofertę utworzenia ogólnoświatowego systemu obserwowania przebiegu trasy lotów.

Po zestrzeleniu MH17 wdrożyliśmy system ostrzeżeń o strefach konfliktów - nie tylko w Europie, ale w całym świecie. I stwierdzam, że działa dobrze. Zbieramy informacje z różnych agencji i udostępniamy je przewoźnikom. To największa lekcja z MH17 - informacja wydaje się być kluczem do bezpieczeństwa.